Strony

wtorek, 4 czerwca 2019

Rozdział dziewiętnasty

Ottavio POV:
Siedzę na krzesełku w poczekalni, chowam twarz w dłoniach i pozwalam, aby Arina oraz Gabrielle głaskały mnie po plecach, kiedy szlocham głośno. W tej chwili jest mi wszystko jedno, potrzebuję po prostu płakać, wyrzucić z siebie cały żal, rozpacz, bezsilność. To trudne, kiedy przed oczami wciąż mam szalejącą Alessię, jej przepełnione rozpaczą spojrzenie, łzy, bezradność. Nie powinienem mówić jej o tym, kiedy dopiero się obudziła, mogłem poczekać z tą wiadomością, aż będzie czuła się lepiej, chociaż doskonale wiem, że nie mogłem jej okłamać, aby za kilka godzin zrzucić na nią prawdę. Straciliśmy dziecko, nowe życie, na które tak czekaliśmy, o które walczyliśmy przez tyle miesięcy. To dziecko było dla mnie wszystkim, a teraz po prostu go nie ma. Odeszło, pozostawiając po sobie pustkę, z którą będziemy musieli się pogodzić. Czy to
w ogóle możliwe? Czy da się po czymś takim po prostu pójść dalej, zapomnieć? Jak to zrobić?


Wchodzę do sali na drżących nogach, kurczowo ściskając w dłoni klamkę. Alessia leży na łóżku, wtulona
w poduszkę i okryta niemal po samą szyję. Oddycha miarowo, urządzenie monitorujące pracę jej serca pika spokojnie, a wenflon wrócił na swoje miejsce. Na pościeli widnieje czerwony ślad od wyrwania go brutalnie, ale ignoruję ten widok. Podchodzę do łóżka, siadam obok i dotykam palcem jej policzka. Zaskakuje mnie, kiedy nagle uchyla powieki i patrzy na mnie, nie wypowiadając słowa. Myślę sobie, czy
w tym momencie obwinia mnie za wszystko, co ją spotkało. Powinna to zrobić, ponieważ nikt oprócz mnie nie ponosi za to odpowiedzialności. Będę musiał żyć z poczuciem winy, że to przeze mnie nasze dziecko odeszło, a ona prawie umarła. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, aby zawsze nad nią czuwać, kiedy chodziła na uczelnię. Mauricio obserwował ją, czuwał nad nią, chociaż nawet o tym nie wiedziała. Psioczyła, że jest dorosła i nie potrzebuje niańki, ale on nigdy nie pełnił takiej funkcji, wręcz przeciwnie, miał osłonić ją własnym ciałem, kiedy tylko zaszłaby taka potrzeba. Był zawsze obok niej, a mimo to stało się najgorsze. Umarł w bibliotece, aby moja żona mogła żyć. Z samego rana Matteo poinformował mnie,
że było osiemnaście ofiar śmiertelnych, a przeżyło jedynie cztery. Żałuję, że zabiłem Conte. Gdybym poczekał, mógłbym sprawić mu niewyobrażalny ból, mszcząc się za moją żonę i tych niewinnych ludzi, którzy przez niego umarli. Mam nadzieję, że właśnie smaży się w piekle. 


Spędzam z Alessią cały dzień. W międzyczasie przewijają się moi rodzice, Arina z Vito, Domenico, Gabrielle z Ignazio oraz rodzice Alessi. Jej matka płacze rzewnie, ubolewając nad stratą wnuka, a moja żona nie pokazuje żadnych emocji. Jakby zamknęła je w sobie głęboko, nie pozwalając ujrzeć światła  dziennego. Sam nie wiem, czy to mnie martwi, czy raczej odwrotnie, ale postaram się namówić ją na wizytę psychologa. Strata dziecka całkowicie ją przygniotła, a ja nie mogłem pozwolić, żeby zamknęła się w sobie i tłumiła negatywne uczucia. Z tego nie wynikłoby nic dobrego, a rozmowa ze specjalistą być może odrobinę zmniejszy cierpienie. Przed nami trudny czas, w którym będziemy dla siebie oparciem. Stanę na wysokości zadania, pokażę, że może na mnie liczyć i że wszystko się ułoży. Mimo tego, iż sam cierpiałem w środku i płakałem po kątach, nie pokazywałem jej, że strata dziecka to był cios również dla mnie. Musi widzieć, że jestem silny i czerpać tę siłę ode mnie, aby samej podnieść się, unieść głowę i kroczyć dalej. Wierzę, że pewnego dnia będzie dane zostać nam rodzicami. Teraz potrzebujemy spokoju, aby zaakceptować stratę i w spokoju ją opłakać. Potem pomyślimy co dalej.

Wieczorem pomagam jej się wykąpać. Ostrożnie myję jej poobijanie ciało gąbką, uważając na siniaki i zadrapania oraz na opatrunek po lewej stronie jej ciała, gdzie znajduje się śledziona. Lekarzom udało się ją uratować, przeprowadzili szybką operację i zatamowali krwawienie. Oby bez żadnych komplikacji.
- Porozmawiaj ze mną - Alessia przerywa panującą ciszę i chwyta moją dłoń - Powiedz cokolwiek, proszę.
- Umierałem w środku, kiedy cię szukali - przełykam gulę w gardle i chrząkam, aby je oczyścić - Tak bardzo się bałem, że straciłem cię na zawsze, że już nigdy nie zobaczę twoich oczu, uśmiechu, nie posłucham twojego głosu. Poprzedniego dnia nakrzyczałem na ciebie, nie rozmawialiśmy i rozstaliśmy się w gniewie. To moja wina, Alessio, to przeze mnie straciliśmy dziecko, prawie umarłaś. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Ottavio - unosi palcem moją głowę, przykłada dłoń do policzka i przesuwa się, muskając moje usta - To nie jest twoja wina, to nie ty ostrzelałeś budynek, nie ty spowodowałeś wybuch. Zrobił to ktoś inny, ale
nie mój mąż, który mnie szukał. Nie pozwalam ci się zadręczać, rozumiesz? Potrzebuję cię, twojej siły.
- Jestem tutaj, przy tobie. Przysięgam, że nigdy więcej nie spotka cię żadna krzywda. Ochronię cię własnym ciałem, choćbym sam miał pójść w piach - kręci głową, dotyka kciukiem mojej dolnej wargi, a po jej policzkach płyną łzy - Już dość ich wylałaś, nie płacz, proszę. Przepraszam za wszystko, kochanie.
- Nie przepraszaj, Ottavio. Pragnę jedynie o tym zapomnieć, pogodzić się ze stratą i żyć dalej. Jest mi tak ciężko, bo czuję, że jego już we mnie nie ma - szlocha głośno, wtulając głowę w zagłębienie mojej szyi. Sam pozwalam sobie na łzy, jednak ciężar jest tak okropny, że ciężko udźwignąć go w pojedynkę - Kochałam to d-dziecko, bo było częścią nas obojga. Tak długo na nie czekaliśmy, dlaczego je straciliśmy?
- Sam chciałbym wiedzieć - odchylam się, patrzę na jej piękną twarz i ocieram łzy - Jestem wściekły, że tak się stało, że pozwoliłem Conte działać - Alessia marszczy brwi, a jej spojrzenie się zmienia - To on wszystko zaplanował. Zabiłem go, przed tym torturując, a ten skurwiel i tak cię skrzywdził. Mam ochotę wpakować w niego cały arsenał magazynków - złoszczę się, jednak dłonie Alessi skutecznie mnie uspokajają - Zemszczę się na tych, którzy to zrobili. Zabiję co do jednego, przysięgam ci to tu i teraz.
- Wiem i nie będę cię powstrzymywać - uśmiecha się lekko, ociera moje łzy i całuje w czubek nosa.
- Wszystko będzie dobrze, skarbie. Za kilka dni zabiorę cię domu, tam dojdziesz do siebie, wyzdrowiejesz, a kiedy będziesz gotowa, postaramy się o kolejne dziecko. Uda nam się, wierzysz w to, prawda?
- Oczywiście, że wierzę. Pragnę dać ci dziecko, ale najpierw muszę przeboleć stracę tego, które odeszło.
- Oboje to zrobimy, Alessio. Będę przy tobie przez cały czas, nie zostawię cię. Bardzo cię kocham.
- Och - zagryza wargę, patrząc na mnie spod rzęs. Cholera, powiedziałem to na głos? - Od kiedy?
- Mam wrażenie, że od dawna. Od kiedy zostałaś moją narzeczoną, a potem wszystko nagle się schrzaniło i oddaliliśmy się od siebie. Ale potem... po tych fatalnych siedmiu miesiącach, mojej zdradzie, twoim wybaczeniu i naszym dziecku - wzdycham ciężko i przytulam jej drobne ciało do siebie, aby poczuć jej bliskość - Zrozumiałem, że jesteś dla mnie najważniejsza. Przysięgam, że to się nigdy nie zmieni.



Alessia POV:
Wciskam w siebie kolację, którą dostarczył mi pod sam nos Matteo. Specjalne zamówienie od kochanej Martiny, która zawsze dbała o nasze brzuchy. Lekkie placuszki bananowe z musem truskawkom i muesli na deser to strzał w dziesiątkę. Jeszcze chwilę temu nie miałam apetytu, jednak zapach mnie skusił. Staram się ignorować lekkie rwanie w lewym boku i wkładam do ust kawałek placuszka, dzieląc się z Ottavio. Nie opuścił mnie nawet na chwilę, czuwał przez cały czas i wspierał, tuląc do swojego ciała. Potrzebowałam go jak tlenu, tylko on mi pozostał i czułam, że dzięki niemu odzyskam spokój, który utraciłam. Przez to, co się wydarzyło, zapewne będę zupełnie inną osobą. Straciłam dziecko, moją miłość od pierwszego zobaczenia, małego człowieka, który był tak wyczekiwany i chciany. Niestety niedane nam było doczekać się go na świecie, został nam odebrany, pozostawiając w sercach dziurę. Nie wiem, ile będzie musiało upłynąć czasu, nim ból całkowicie zniknie. Nie jestem pewna, czy to będzie w ogóle możliwe, bo jak pogodzić się z taką stratą? Dlatego właśnie potrzebowałam swojego męża i jego pocieszenia, aby nie zwariować i nie zadręczać się myślami. Widocznie tak musiało być, takie było przeznaczenie i choćbym drapała, gryzła i wrzeszczała, nic już tego nie zmieni. Czasu nie da się cofnąć. Conte już za to zapłacił, Ottavio pomścił mnie i tych niewinnych ludzi, którzy umarli w bibliotece. Kiedy mój mąż powiedział mi, że było ich aż tyle, rozpłakałam się. To cholernie niesprawiedliwe, że przez jednego człowieka, jedną, głupią decyzję, musiało zginąć tyle ludzi. To ja byłam celem, a mimo to wciąż żyłam. Dlaczego to zrobił, skoro w niczym nie zawiniłam? Prosiłam, żeby załatwiał swoje interesy z Ottavio, nie mieszając mnie do tego, jednak cholerny Conte był skurwielem, który innych ludzi miał głęboko w dupie. Cieszę się, że nie żyje, że nigdy więcej już go nie zobaczę. Napsuł mi wystarczająco dużo krwi, to przez niego moje dziecko nie żyje, ci biedni ludzie również i liczę na to, że nigdy nie zazna spokoju. Zasłużył na męki nawet po śmierci.





*****
Ottavio POV:
Po tygodniu Alessia może opuścić szpital. Lekarz dokładnie ją zbadał, zrobił wywiad i pozwolił na wyście
do domu. Siniaki nieco przyblakły, rana wciąż się goiła, ale te na sercu pozostają na zawsze. Na szczęście Alessia przez te kilka dni korzystała z pomocy psychologa, zwierzała się, płakała, żaliła, jednak te rozmowy naprawdę jej pomagały. Zrzucała z barków ciężar, bezsilność i próbowała zrozumieć, dlaczego tak się stało. Po każdej wizycie młodej doktor, czuła się lżejsza, przytulała do mnie i po prostu zasypiała. 


Kiedy tylko podjeżdżam pod dom i biorę Alessie na ręce, przed nami pojawia się moja rodzina. Domencio, rodzice, Gabrielle i Arina z Vito. To ona pierwsza rzuca się w naszym kierunku, ściska moją żonę i patrzy na nią ze łzami w oczach. Dopiero teraz myślę nad tym, jak Alessia będzie na nią reagować. Obie były w ciąży, obie wesoło o tym trajkotały i wykłócały się, która z nich przytyła bardziej. Nie chcę, żeby Alessia się zadręczała i czuła źle. Niebawem w naszej rodzinie pojawi się nowy członek, syn mojego brata, co dla nas obojga będzie szczęściem, ale i osobistą rozpaczą. Oboje mieli dorastać razem, bawić się i psocić.
- Wszystko będzie dobrze, Alessio, zobaczysz - Arina odgarnia jej jasne włosy i posyła lekki uśmiech. Muszę przyznać, że Arina była dla niej ogromnym oparciem od samego początku, jak tylko się poznały. Alessia wspominała mi, jak dodawała jej otuchy przed naszym ślubem. Sama musiała wyjść za Vito, nikt nie pozostawił jej żadnego wyboru, a ta mała, drobna dziewczynka walczyła jak lwica, absolutnie nie podporządkowując się mojemu bratu. To niesamowite, że obdarzyła go miłością, zmiękczyła jego serce i chwyciła za jaja, całkowicie zmieniając - Musisz dużo odpoczywać, dojść do siebie, a reszta się ułoży.
- Wiem, potrzebuję tylko trochę czasu - Alessia ściska dłoń Ariny, która ustępuje miejsca mojemu bratu.
- Jesteś dzielną, babką, mała. Pamiętaj o tym - Domenico układa dłoń na jej karku i przysuwa do siebie - Nie daj się złamać, Alessio. Walcz, bo wiesz, że jest o co. Ten kretyn cię kocha i nie pozwoli, żeby ktokolwiek ponownie zrobił ci krzywdę. A jeśli się odważy, osobiście utnę mu kutasa i wcisnę w gardło.
- Wow - Alessia chrząka, a jej policzki robią się czerwone - Dziękuję, to było naprawdę... niesamowite.
- Się wie! W końcu jesteśmy rodziną, stoimy za sobą murem i coś takiego nigdy się już nie powtórzy.
- Och, synu - ojciec przewraca oczami, zdegustowany gadką Domenica i podchodzi bliżej. Alessia spina się, mocniej wbijając palce w moje ramię - Cieszę się, że żyjesz, dziecko. Conte popełnił wiele błędów, ale ten zdecydowanie był największy. Pozbawił was potomka, a mnie wnuka. Aż chce się ponownie przywlec tutaj jego cielsko i pomścić waszą krzywdę. Jesteś dzielna, wierzę, że pokonasz smutek i żal. Głowa do góry.
- Dziękuję, Federico - ściska jego dłoń, a ojciec uśmiecha się pierwszy raz, od bardzo, bardzo dawna.
- Teraz moja kolej - na głos matki, ciało mojej żony napina się jak struna. Od Wigilii ich relacje były niemal zerowe, a w powietrzu nadal wisiało napięcie. Matka nie przeprosiła za swoje zachowanie, o co wciąż miałem do niej żal. Powinna była to zrobić, ponieważ wszystko, co wtedy powiedziała, było okrutne i krzywdzące dla Alessi. W dodatku po mojej kłótni z żoną, przemaglowałem matkę i dowiedziałem się o wszystkim, co jej nagadała. Nie wierzyłam, że śmiała zapytać ją, czy spiskowała z Conte za moimi plecami! Byłem wściekły na matkę i ten stan utrzymywał się do dnia dzisiejszego. Musiała zmienić nastawienie, jeśli chciała mojego szacunku - Mam świadomość, że nasze stosunki były ostatnio napięte, ale chciałabym, abyś wiedziała, że jest mi bardzo przykro, że spotkała cię taka tragedia, Alessio - mama spogląda na mnie, posyłając mi smutny uśmiech. Była dobrą kobietą, o dobrym sercu, jednak wiodła takie, a nie inne życie, w którym musiała mieć twardy tyłek. Czasami przechodziła samą siebie, wygadywała rzeczy, które raniły i nie potrafiła przeprosić, ale czułem, że słów z Wigilii żałowała - Odpocznij, dojdź do siebie, a reszta jakoś się ułoży - głaszcze jej dłoń, chrząka i wycofuje się, stając obok ojca. Chłodno, ale na temat.



Wieczorem nareszcie zostajemy sami. Nie łatwo było przegonić Arinę i Gabrielle, które spędziły z Alessią popołudnie, próbując odciągnąć jej myśli od utraconego dziecka. Byłem im za to wdzięczny, ponieważ moja żona naprawdę potrzebowała wsparcia i to nie tylko ode mnie. Liczyłem na to, że dziewczyny nie pozwolą jej się zadręczać, a kto jak kto, one wiedziały, co zrobić, aby poprawić jej humor. Nie ma to jak babskie wieczorki przy filmie, popcornie i lodach. Potrzeba było nam tylko trochę czasu.
- Jestem zmęczona - Alessia ziewa przeciągle, kiedy okrywam ją kołdrą i kładę się obok. Wtula się w mój tors, kreśląc na nim wzorki paznokciem - Kiedy byłam w bibliotece, na chwilę odzyskałam przytomność - mówi niepewnie, a moje serce przyśpiesza. Nie jestem pewny, czy chcę wiedzieć, co chce mi powiedzieć - Bardzo dobrze pamiętam jęki innych ludzi, którzy tam byli. Cierpieli z bólu, z bezradności i ze strachu. Obok mnie leżał Mauricio, który mocno mnie do siebie przytulał, jakby ochraniał mnie swoim ciałem. Była też dziewczyna, cała we krwi, z roztrzaskaną głową. Ona była taka młoda, miała życie przed sobą.
- Kotku, nie jestem pewny, czy to dobry moment na powracanie pamięcią do tego dnia. Odpocznij, proszę.
- Nie rozumiesz? Byłam celem Salvatore, tylko ja! Więc dlaczego musiało zginąć aż tylu niewinnych ludzi?
- Ponieważ ten człowiek był popierdolony, Alessio - przekręcam się, zniżam i patrzę w jej załzawione oczy - Postanowił zrobić coś strasznego, posuwając się do ataku na bibliotekę. Sądziłem, że planuje przejąć moje magazyny z towarem, bo od samego początku o to mu właśnie chodziło. Nie miałem pojęcia, że obrał za cel ciebie i tego sobie nigdy nie wybaczę. Powinienem był się domyślić. Kiedy tylko o tym myślę...
- Nie winię ciebie, Ottavio. Nie jesteś jasnowidzem, skąd mogłeś wiedzieć, co siedzi mu w głowie? Tylko on o tym wiedział i ci, którzy zaatakowali bibliotekę. Chciałabym, żebyś ich złapał. Możesz to dla mnie zrobić? - patrzę na nią lekko zszokowany i przytakuję głową. Widzę żal oraz złość w jej spojrzeniu - Pragnę, żeby cierpieli. Jeśli dorwiesz ich w swoje ręce, nie okazuj im grama litości. Chcę spojrzeć im w oczy.
- Nie zrobisz tego. Nie pozwolę, żebyś była w ich pobliżu, zapomnij. Nie narażę cię na niebezpieczeństwo.
- Nie jestem dzieckiem, nie zapominaj o tym. Przepełnia mnie smutek, poczucie straty, żal i wina, iż ci ludzie umarli przeze mnie. Chcę zobaczyć tych, którzy to zrobili i powiedzieć im, że będą smażyć się w piekle - mówi ostro, a jej palce zaciskając się na mojej dłoni - Obiecaj, że mi na to pozwolisz, proszę.
- Alessia - burczę pod nosem, jednak wystarczy jej spojrzenie, abym uległ. Szlag! Źle postępuję, ale dla niej jestem w stanie zrobić wszystko - W porządku. Kiedy ich dorwę, zapłacą za wszystko i zobaczysz ich. Ale teraz musisz odpoczywać, zregenerować siły i dojść do siebie po operacji. Zrobisz to dla mnie?
- Zrobię - uśmiecha się lekko, przykładając dłoń do mojego policzka i głaszcząc kciukiem policzek. Nie mogę oderwać od niej wzroku, a wspomnienia przytłaczając mnie swoją siłą. Nawiedza mnie widok jej sponiewieranego ciała, zakrwawionych włosów, siniaków. Jej wrzaski, kiedy dowiedziała się o dziecku,
szał, obłęd w oczach, rozpacz. Nigdy nie będę w stanie wymazać tych wspomnień z pamięci - Nie myśl o tym, proszę. Widzę, że wracasz do tego dnia, kiedy to się stało. Jestem tutaj, Ottavio, z tobą. Żyję.
- Wiem i to jest cholerny cud. Bałem się, że straciłem cię na zawsze, że już nie będę miał możliwości powiedzieć, jak bardzo cię kocham, że jesteś dla mnie wszystkim i przepraszam za popełnione błędy.
- Te błędy zaprowadziły nas do miejsca, gdzie teraz jesteśmy. Kto wie, czy nasze małżeństwo wyglądałoby tak, jak teraz, gdybyśmy nie musieli przejść przez gówno? Pewne sytuacje otwierają oczy, uczą nas i dają nadzieję, że jeśli naprawdę się postaramy i nam zależy, wszystko można naprawić. Nam się to udało.
- Tak, udało się. Obiecuję, że nigdy więcej cię już nie zawiodę. Jesteś dla mnie najważniejsza, Alessio.
- A ty jesteś najważniejszy dla mnie - wtula głowę w zagłębienie mojej szyi i obejmuje w talii. Zamykam oczy, napawając się jej bliskością i zapachem, który upewnia mnie, że jest tuż obok. Kiedy ona zaśnie, ja wyślę moich ludzi na poszukiwania tych, którzy zaatakowali bibliotekę i dorwę ich, choćbym miał spędzić całe życie na szukaniu ich. A potem staną przed moją żoną i przed śmiercią spojrzą jej w oczy.
 




K  O  N  I  E  C





***********************
Hello!


No i dobrnęliśmy do końca. Jakoś to szybko poszło :(
Standardowo dziękuję każdej dobrej duszyczce, która zostawiła po sobie komentarz. To dla mnie mega wsparcie i kop do działania :)

Tak więc losy Alessi i Ottavio dobiegły końca, teraz czas na... Domenico :D
Prolog pojawi się jeszcze dzisiaj :)
Link do bloga - KLIK

(zostanie odblokowany jak dodam prolog)

Całuję was i dziękuję, że ze mną jesteście ♥