Strony

wtorek, 30 kwietnia 2019

Rozdział drugi

Alessia POV:
W poniedziałek wchodzę do sali punktualnie. Zajmuję moje ulubione miejsce w drugim rzędzie i kładę na stoliku dwie książki. Studentów jest więcej niż normalnie, ale to pewnie wina zbliżającego się kolokwium. Wtedy jakoś wszyscy znajdują czas, żeby pojawić się na zajęciach. Skupiam uwagę na wchodzących uczniach oraz profesor Zerilli, ale moje myśli i tak uciekają do sobotniej nocy oraz mojego męża i jego wyznania. Byliśmy małżeństwem od roku, to nie tak, że Ottavio nie dążył do zapłodnienia mnie wcześniej. Robił to od dnia naszej nocy poślubnej, do tej pory bez żadnych efektów. Byłam pewna, że to ze mną jest coś nie tak, jednak zrobiliśmy masę badań, które pokazały, że oboje byliśmy zdrowi. Lekarz rozkładał ręce, nie mógł zrobić dla nas nic więcej, a jego diagnoza tylko wkurzyła Ottavio. Stwierdził, że wina nie leży w wynikach badań, a w psychice. Nie tyle mojego męża, co mojej. Doktor Reina podejrzewał, że być może to ja zablokowałam się na zajście w ciążę, i mimo iż jestem zdrowa, coś mnie blokowało. Kiedy mi o tym powiedział, roześmiałam się i powiedziałam, że wygaduje bzdury. Moja psychika działała wyśmienicie i na pewno na nic mnie nie blokowało. Cholera, cóż miał piernik do wiatraka? Jak się okazało, miał całkiem sporo. Doktor Reina wymienił kilka ciekawych przykładów, zaczynając od strachu przed założeniem rodziny. Cóż, faktycznie się bałam, ponieważ miałam dopiero dziewiętnaście lat i nie byłam gotowa na bycie matką. Chciałam skupić się na nauce, nacieszyć jeszcze młodością i dopiero wtedy zajść w ciążę. Kolejnym ważnym przykładem była presja ze strony bliskiego otoczenia. Ottavio w pierwszych miesiącach po ślubie wręcz nie dawał mi spokoju, pieprząc wciąż i wciąż, żebym zaszła w ciążę. Potrafił nawet krzyczeć, że jestem do bani, że po pięciu miesiącach nadal nic. Potem do akcji wkroczył mój uroczy teść, wywierając kolejny nacisk, iż powinnam dać mężowi potomka. Czułam presję, przez co żyłam w stresie. Dopiero po tych przykładach dotarło do mnie, że naprawdę się zablokowałam. Nie było szans, żebym zaszła w ciążę, jeśli nie przestaną na mnie naciskać. Robiła to nawet Constanza, choć nieco delikatniej niż syn i mąż.
Doktor Reina poradził, żebyśmy wyjechali w piękne, spokojnie miejsce, odpoczęli, nacieszyli się sobą i wtedy postarali o dziecko. Niestety mój mąż nie mógł opuścić Włoch, zostawić obowiązków, interesów i zrezygnował z wyjazdu, tym samym rezygnując z naszego dziecka... i ze mnie. Po pięciu miesiącach odsunął się ode mnie, już nie walczył, zrobił się obojętny. Bolało mnie to, cierpiałam w samotności i
przez to zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej. Nie okazał mi wsparcia, którego potrzebowałam, nie zatroszczył się o mnie, o wyrozumiałości nie wspominając. Wolał zająć się pracą, mnie olewając.

Zaskoczył mnie, kiedy nagle wrócił do tego tematu. Nie mówił o tym od tamtego dnia, kiedy wyszedł, zostawiając mnie samą i znikając na całą noc. Co się stało, skoro znowu zapragnął mieć dziecko? Jeśli powtórzy swoje zachowanie sprzed siedmiu miesięcy, za nic w świecie nie zajdę w ciążę. Presja to najgorsze, co mi zafundował, a teraz na pewno nie będzie lepiej. Znowu wkurzy się na mnie, że próbuje, stara się, a ja jestem do niczego. Nie chcę go zawieść, ale nie chcę też mieć dziecka w momencie, kiedy nasze małżeństwo nie przypominało małżeństwa. Przełknę to, iż mnie nie kocha, bo sama nie darzę go głębokim uczuciem, ale nie dam rady pogodzić się z tym, że traktuje mnie jak coś zbędnego, a ja mam urodzić mu dziecko, które będzie dla nas całym światem. Ma patrzeć, jak jego rodzice mijają się, nie rozmawiają, nie są ze sobą blisko? Przez kilka lat będzie za małe, aby to zrozumieć, ale kiedy już dorośnie, zrozumie, że jego rodzice to tylko dwójka ludzi, którzy dali mu życie. Nie chcę tego dla swojego dziecka.


- Hej, Ali - gwałtownie podnoszę głowę, spotykając błękitne oczy Ivo. Studiował razem ze mną, był wiecznie rozgadany i wesoły, czym zawsze poprawiał mi humor. Nie miałam zbyt wielu znajomych, dlatego doceniałam tych, którzy byli blisko mnie - Gdzie jesteś? Chyba odleciałaś daleko stąd, zdradź mi gdzie.
- Tak, zamyśliłam się odrobinę. Hmm, gdzie? No wiesz... Bora Bora, ewentualnie Malediwy. Co ty na to?
- Woah, na bogato, co? - puszcza mi oczko i szturcha ramieniem - Powinnaś porozmawiać ze swoim mężem.
- Mój mąż jest zbyt zajętym człowiekiem, żeby zabrać mnie na wycieczkę. Dlatego jedynie sobie marzę.
- Ouć, ostro siostro! Nie dobrze, mała. Po sesji będzie przerwa, może sama zabierz go na wycieczkę, co?
- Wątpię, żeby był zainteresowany. Poza tym myśl o sesji odbiera mi chęci na jakąkolwiek wycieczkę.
- Mam tak samo. Pewnie znowu czekają na mnie trzy powtórki jak poprzednio. Jestem totalnie do bani.
- Gadasz głupoty, Ivo. Jesteś bardzo zdolny, tylko leniwy. Weź się w garść, a wszystko pięknie zaliczysz.
- Żeby to było takie proste - wzdycha ciężko i milknie, kiedy profesor zaczyna swoją pogadankę.


Kiedy tylko wychodzę z uczelni i żegnam się z Ivo oraz dwoma koleżankami, mój wzrok nagle zatrzymuje się na... moim mężu. Opiera się o swój wypasiony samochód, zsuwa okulary i marszczy brwi na widok stojącego obok mnie chłopaka. Oddalam się czym prędzej, żeby nie wpakować tyłka w kłopoty i podchodzę do Ottavio. Nie zwraca na mnie uwagi, dopóki Ivo nie znika z zasięgu jego wzroku. Żałuję, że go widział.
- Nie będę kłamać, ale twój widok tutaj mnie zaskoczył. Czy coś się stało, skoro się pofatygowałeś?
- Tak nazywasz odebranie własnej żony spod uczelni? - prycha, wsuwając okulary do kieszeni skórzanej kurtki - Chyba powinienem robić to częściej, prawda? Widzę, że zdobyłaś całkiem sporo przyjaciół.
- Masz na myśli Ivo? - pytam, chociaż doskonale znam odpowiedź - To tylko mój kolega, lubimy się i...
- Nie chcę tego słuchać, wsiadaj - zamyka mi usta rozkazem, który spełniam bez sprzeciwu. Nauczyłam
się, że lepiej z nim nie dyskutować, kiedy jest rozdrażniony - Jedziemy do kliniki - gwałtownie przekręcam głowę i zamieram z pasem bezpieczeństwa w połowie drogi. Boże, on naprawdę chce mieć dziecko! Naprawdę ma zamiar znowu mnie tym dręczyć i wywierać presję! - Chryste, jesteś przerażona, Alessio. Zbladłaś w sekundę, dziewczyno. Co się tak przeraża, hmm? Powiedz mi, muszę o tym wiedzieć.
- N-nic - sapię ciężko, zapinam pas i wlepiam wzrok w szybę. Moje serce galopuje niczym koń na wyścigu, a dłonie się pocą. Czułam, że Ottavio wróci do tego tematu, nie wiedziałam tylko, kiedy. Właśnie dzisiaj nadszedł ten dzień, a ja ponownie wpadnę w macki stresu, który nie pozwoli mi na zajście w ciążę. Boję się tego, dlatego mój mózg totalnie zablokował się na jakiekolwiek próby - P-po prostu nie jestem gotowa.
- Nadal? Nie byłaś gotowa rok temu, tuż po ślubie i nic się nie zmieniło? Wiesz, że pragnę mieć potomka.
- Wiem - schylam głowę, a mój biedny brzuch zaciska pięść poczucia winy. Chciałabym spełnić swój obowiązek, dać mu syna, córkę, ale on sam mi w tym nie pomaga - Ciąży na mnie za duża presja.
- Jaka znowu presja? - burczy pod nosem, rusza z piskiem opon i jedzie wprost do miejsca, którego nienawidzę. Spędziłam tam sporo czasu, przeleżałam kilka dni na szczegółowych badaniach, a teraz ponownie mam przekroczyć próg tego piekła - Nie mogę wyjechać ot tak, Alessio, zostawić interesu,
ojca. Od kiedy to trzeba romantycznej scenerii, żeby spłodzić dziecko, huh? W domu jesteś bezpieczna.
- Nie chodzi o bezpieczeństwo, Ottavio, tylko o to, że jeśli znowu nie uda się przez jakiś czas, wpadniesz w szał i powiesz, że jestem do niczego! Nie rozumiesz, że na moje zamknięcie składa się wiele czynników? Jak to, że jesteś dla mnie obojętny, traktujesz byle jak, a potem spotykamy się w łóżku, a ty wymagasz, żebym zaszła w ciążę! Na sucho, bez uczuć, bez chociażby przyjaźni! Przykro mi, ale mój mózg tego nie pojmuje i ma w dupie to, czego chcesz - kończę, a w samochodzie zapada przeraźliwa cisza. Kątem oka widzę, jak mocno ściska kierownicę i jak przyśpieszył jego oddech. W pierwszym odruchu chcę przeprosić, jednak gryzę się w język i tego nie robię. Nie mogę wiecznie przepraszać! - Dopóki nie zmienimy naszego małżeństwa, obawiam się, że nie uda mi się zajść w ciążę. A teraz zabierz mnie do domu, nie chcę jechać do kliniki. Zapewniam cię, że nie dowiemy się niczego, czego już nie wiemy.



Ottavio POV:
Nie byłbym sobą, gdybym posłuchał żony. Parkuję przed znajomym budynkiem, otwieram drzwi Alessi i pomagam wyjść. Kiedy tylko spogląda w stronę kliniki, robi się blada jak ściana, a jej dłonie są lodowate. Nie mam pojęcia, dlaczego tak dziwnie reaguje na to miejsce. Owszem, na potrzeby badań spędziła w klinice parę dni, ale nie spotkała jej tutaj żadna krzywda. Opieka była na najwyższym poziomie, traktowali ją niemal jak księżniczkę, więc o co jej chodziło? Przecież nie pozwoliłbym, żeby ktokolwiek ją zranił.
- Proszę bądź dzielna i weź się w garść. Jestem z tobą, Alessio, nie stanie się nic złego. Obiecuję.
- Jaka szkoda, że nigdy nie bierzesz pod uwagę tego, czego ja chcę. Decydujesz za mnie, mając w nosie, jak się z tym czuję, a wiedz, że jestem roztrzęsiona. Nie masz pojęcia, jak nienawidzę tego miejsca.
- Dlaczego? Wyjaśnij mi, dlaczego jesteś roztrzęsiona, skoro nic cię tutaj nie skrzywdził? O co chodzi?
- O to, że umieściłeś mnie tutaj wbrew mojej woli, Ottavio. Spędziłam w tym miejscu jedenaście dni, a ty odwiedziłeś mnie zaledwie jeden raz! - podnosi głos, a potem, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, zaczyna płakać. Nie mam pojęcia, co się z nią dzieje, ale widzę ją w takim stanie po raz pierwszy, a jest moją żoną od pieprzonego roku! - Byłeś chłodny, jakbym była ci całkiem obca! Zapytałeś, jak się czuję, a potem zadzwonił telefon i po prostu wyszedłeś. Nic nie wiesz, bo nie chcesz wiedzieć, bo masz mnie w dupie! - chowa twarz w dłoniach, szlocha głośno, a moje serce dziwnie na to reaguje. W pierwszym odruchu chcę ją ochrzanić, że robi scenę na środku parkingu, ale coś mnie blokuje, a ramiona same przyciągają jej drobne ciało do mojego. Opiera głowę na moim torsie i mówi dalej - W-wiem, że chcesz mieć dziecko. Wiem, że to mój obowiązek, ale jest mi trudno, kiedy wywierasz na mnie presję. Nigdy nie zapomnę tego, jak wykrzyczałeś pewnego wieczoru, że jestem do niczego, bo nie mogę spełnić jedynego obowiązku, jaki należy do żony. Poczułam się jak nic, jak zero. Myślę, że to wtedy się zablokowałam - zamykam oczy, wsuwam palce w jej włosy i próbuję zachować spokój. Dobrze pamiętam tamten przeklęty wieczór. Interesy poszły nie tak, następnie rozmowa z ojcem i jego nacisk, że powinienem jak najszybciej  zapłodnić swoją żonę, a potem ona, jej opór, niechęć, leżenie niczym trup, całkowicie bez ruchu. Byłem zbyt wkurwiony, żeby bawić się w grę wstępną, dlatego liczyłem, że zrobię, co trzeba na sucho, wezmę prysznic i pójdę spać. Chyba gdzieś po drodze zapomniałem, że moja żona miała uczucia, które zdeptałem butem, poniekąd zmuszając ją do tego cholernego zamknięcia. Zablokowała się, ponieważ ją od siebie odepchnąłem, pozwalałem myśleć, że nic dla mnie nie znaczy, że jest nikim. To nie była prawda. Zależało mi na niej, choć nie w takim stopniu, jak powinno. Nie kochałem jej, jedynie lubiłem, a to zdecydowanie za mało, aby małżeństwo mogło się udać. Pragnąłem dziecka, ale nie robiłem nic, aby Alessia czuła się komfortowo we własnym domu - Proszę, zabierz mnie stąd, jestem zmęczona.


Przy obiedzie panuje napięta atmosfera. Nie tylko po dzisiejszej rozmowie z Alessią czuję niepokój, ale i ze względu na ojca, który łypie na mnie znad talerza. To oczywiste, że wie o dostawie i zdradzie. Jest szefem, przed nim nic nie można ukryć, inaczej poniesie się tego surowe konsekwencje. Vito na pewno
już z nim rozmawiał, próbując znaleźć wyjście z sytuacji, chociaż ojciec nigdy nie rozwiązywał spraw za nas. To moja dostawa, moja odpowiedzialność i sam będę musiał to naprawić. Dorwę tego skurwiela!
- Więc! - ojciec odkłada widelec, ociera usta serwetką i wlepia we mnie wzrok. Już ja wiem, co powie - Twój brat powiadomił mnie, że Conte zdradził i przejął dwieście kilogramów kokainy. Co teraz, synu?

- Jak to co? Znajdę gnojka, odbiorę towar, a jego poślę do piachu. Nie podaruję mu tego, co zrobił.
- To oczywiste, że nie. Jednak Conte to nie byle kto, Ottavio. To zaufany człowiek, pracujący z nami od
lat i nie łatwo będzie go namierzyć. Wie, jak działamy, zna się na tym. Potrzebujesz dobrego planu.
- Jutro wyślę ludzi w teren, trochę powęszą i dowiedzą się tego i owego. Conte może i pracował ze mną
od lat, ale nie tylko on poznał mnie. Ma swoje słabe punkty, a ja nie zawaham się w nie uderzyć, tato.
- Prawidłowo. My nie okazujemy litości tym, którzy odwracają się do nas plecami. Muszą ponieść karę.
- Nawet jeśli nie odzyskasz towaru, trudno, zorganizujesz kolejny transport. Tutaj chodzi o pokazanie ludziom, czym jest zdrada. Zobaczą na własne oczy, co się dzieje, kiedy ktoś zadziera z rodziną Mancuso.
- Powinieneś go dorwać i zrobić małe show dla wszystkich, braciszku - Domencio puszcza mi oczko i unosi kieliszek wina, na znak toastu - Wiesz, niech popatrzą i zapamiętają. Chyba nigdy tego nie robiliście.
- Owszem, nie robiliśmy - ojciec zamyśla się, jakby naprawdę rozważał ten pomysł. Raczej nie był fanem kar przy publiczności, jednak potrafił być brutalny, jeśli wymagała tego sytuacja - Najpierw trzeba go dorwać, potem pomyślimy nad karą. Działaj, synu, nie ma czasu do stracenia.



Alessia POV:
Następnego dnia oddaję zaległą pracę, której napisanie przyniosło mi trochę trudności. Na szczęście profesor to złoty człowiek, bardzo wyrozumiały i służący pomocą, kiedy trzeba. Spóźniłam się tylko dwa dni i chociaż lubił punktualność, nie robił mi problemów. Po cichu liczyłam, że to jego dobra wola, a nie siła nazwiska, które każdy znał i które budziło postrach, jak i szacunek. Nie chciałabym wybić się właśnie tym. Nie potrzebowałam forów, sama pragnęłam do czegoś dojść i osiągnąć swój mały sukces. Odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałam zostać dekoratorką wnętrz. Uwielbiałam malować ściany, kupować meble, dekorować, dobierać dodatki. Sklepy były moim drugim domem, mogłabym w nich zamieszkać. Ottavio
nie miał nic przeciwko temu, żebym wprowadziła do naszej sypialni kilka zmian i chociaż nie były one drastyczne, zrobiło się o wiele przytulniej i mniej męsko. Nadal królowały biel i czerń, ale kolorowe poduszki bądź ramki, dodały odrobinę świeżości. Byłam mu wdzięczna, że pozwalał mi studiować, cieszyć się tym i spełniać marzenia. Po cichu liczyłam, że być może po studiach będę mogła założyć własną firmę i zająć się tym na szerszą skalę, ale na razie nie wybiegałam w przyszłość aż tak daleko. Miałam pełną świadomość, w jakiej rodzinie żyję i jaką rolę odgrywałam. To Ottavio był na pierwszym miejscu, ja miałam być jedynie wierna, lojalna i grzeczna, żeby nie przynieść mu wstydu. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać, jak zareagowałby na mój sprzeciw bądź walkę. Ottavio był w porządku, o ile nie przekraczałam zabronionych granic. Byłam pewna, że moja wczorajsza akcja pod kliniką wkurzy go, wyprowadzi z równowagi, a to nie skończyłoby się dla mnie dobrze. Zaskoczył mnie opanowaniem i tym, że zabrał mnie do domu, rezygnując z wizyty u doktora. Jestem pewna, że nie powiedziałby nam nic nowego.

- Hejka! - obok mnie materializuje się Gemma, Antonina, Cecilia i Gianna. Moja mała paczka koleżanek,
z którymi trzymałam się blisko. Nie nazwałabym ich przyjaciółkami, bo do tak poważnego etapu nie doszłyśmy i zapewne nigdy nie dojdziemy. Nie chciałam być z dziewczynami aż tak blisko, aby je chronić - Wyjaśnisz nam, dlaczego chciałaś pozbyć się nas ze swojej imprezy? - cholera! Jak wyjaśnić im, że towarzystwo przyjaciół mojego męża jest dla nich fatalne i niebezpieczne? Po alkoholu robi się mnóstwo głupich rzeczy, wystarczy błahostka, z któryś z tych mężczyzn może wyciągnąć gnata, a impreza przemieni się w katastrofę. Pewnie wiedziały, co oznacza moje nazwisko, bo mało kto nie wiedział, jednak nigdy nie poruszyłyśmy tego tematu. Nie dociekały, dlaczego na uczelnię podrzuca mnie kierowca, czasami towarzyszy mi ochroniarz i skąd mam pieniądze na zachcianki - Alessia, żyjesz? Co się z tobą dzieje?
- Zamyśliłam się, wybacz. Co do sobotniej imprezy, cóż, przyjaciele mojego męża to nie jest towarzystwo dla was. Przepraszam, jeśli was uraziłam, ale nie to było moim zamiarem. To dla waszego bezpieczeństwa.
- Bezpieczeństwa? Daj spokój! Ci faceci są bardzo mili i uprzejmi, Ali. Nie świruj, okej? Musisz wyluzować.
- Jestem wyluzowana, Gianna, po prostu ich znam i wiem, że czasami im odwala. Zaufajcie mi, wiem, co mówię, a wy powinniście być bardziej ostrożne. Same mówicie mi, żebym nie ufała nieznajomym.
- No tak, ale to przyjaciel twojego męża, tak? Poza tym Nino zaprosił mnie na randkę - Gemma zawstydza
się i przygryza wargę, cała w skowronkach. Wzdycham ciężko, bo już przepadła, a Nino to wykorzysta.
- A Norman? Boże, jakie on ma piękne oczy! Patrzył na mnie, jakbym była jedyną kobietą na całym świecie!
- Zazdroszczę ci, Ali. Obracasz się wśród takich przystojniaków, a twój mąż to niesamowite ciacho.
- Musi być dobry w łóżku, co? - Antonina szturcha mnie ramieniem, wymownie poruszając brwiami. To oczywiste, iż uroda chłopaków totalnie zawróciła im w głowach. Mało kto przechodził obok nich obojętnie, ponieważ byli naprawdę atrakcyjni, dbali o siebie i wyglądali jak milion dolców. Uroda to jednak nie wszystko, o czym przekonałam się na własnej skórze. Wolałabym, żeby mój mąż kochał mnie i stawiał na pierwszym miejscu. Żeby trzymał mnie za rękę, szeptał do ucha czułe słowa, spędzał ze mną czas i po prostu... był. Cóż mi po jego urodzie, skoro tak naprawdę w ogóle nie jest mój? - Zdradź coś, Ali!
- Wykluczone! Nie będę opowiadać wam o moim życiu intymnym z mężem! To bardzo osobista sprawa.
- Ależ ty jesteś sztywna! My nie mamy przed sobą tajemnic, wręcz przeciwnie, zwierzamy się sobie z doświadczeń i czerpiemy z tego wiedzę - o mój Boże, ona mówi serio?! - Ja na przykład nauczyłam się od Emmy idealnie robić loda. Wiesz, że główka jest najważniejsza? Wystarczy ją possać, a facet odlatuje - wybałuszam oczy, a moje policzki zaczynają piec. Nie sądziłam, że z tematu imprezy zejdziemy na idealnie robienie laski! Swoją drogą, zapewne byłam w tym do bani, skoro robiłam to jedynie trzy razy, po czym mój mąż już sobie tego nie życzył. Kolejna rzecz na liście porażek - No dobra! Kiedy kolejna impreza, kochana? - przewracam oczami, biorę kawę z automatu i ulatniam się na kolejne zajęcia.


Wracam do domu kilka minut po osiemnastej. Zajęcia dobiegły końca ponad trzy godziny temu, jednak nie miałam ochoty siedzieć w czterech ścianach. Zaliczyłam małe zakupy bieliźniane i spacer po parku, który uwielbiałam, będąc dzieckiem. Wtedy, kiedy jeszcze życie było beztroskie, kolorowe i bajkowe. Moim jedynym zmartwieniem była brudna koszulka, złamana kredka bądź pusty słoik Nutelli. Ach, jak wtedy
było pięknie. Godzinami jeździłam na rowerze, konno z tatą i wyszywałam chusteczki z mamą. Chciałabym mieć znowu dziesięć lat i niczym się nie przejmować. Teraz moje życie na zmianę przypominało 
kiepski horror, telenowelę i dramat. Najgorsze było jednak to, że na poprawę się nie zapowiadało.
- Gdzieś ty była?! - w progu wita mnie wkurzony mąż, który samym spojrzeniem niemal zmienia mnie w popiół - Dzwoniłem do ciebie dziesięć razy, ale łapała mnie poczta głosowa. Nie zabrałaś ze sobą Mauricio.
- Przepraszam, pewnie padła mi bateria - mówię ze skruchą, wyjmuję telefon i przewracam oczami - Tak, zapomniałam naładować - kłamię. Wyłączyłam go zaraz po wyjściu z uczelni, żeby choć przez chwilę mieć święty spokój. Znam swojego męża, wiedziałam, że będzie wydzwaniał bez przerwy - Czy coś się stało?
- Nie, ale mamy rodzinne zebranie. Chodź - wystawia dłoń i czeka, aż podejdę. Odkładam torby na komodę, posłusznie ujmuję jego dłoń i człapię za nim do ogrodu. Są w nim wszyscy najbliżsi, zaczynając od rodziców Ottavio, jego braci, siostry Gabrielle z mężem, a kończąc na ciotce Edvige i jej synu Marcello. Swoją drogą był niemile widziany w tym domu, dawno temu przeskrobał sobie u Vito i był na jego czarnej liście. To moja teściowa wzięła sprawy w swoje ręce i pogodziła ich kilka miesięcy temu - Jesteśmy.
- Nareszcie - Vito burczy pod nosem, posyłając mi wyprane z uczuć spojrzenie. Arina natychmiast karci go, przez co mięknie i lekko się uśmiecha. To wręcz niewiarygodne, jak wielką posiadała nad nim władzę. Na początku ich małżeństwo przypominało niekończącą się walkę, którą co rusz przegrywała ta drobna blondynka. Co ciekawe, to właśnie ona wygrała, a jej mąż pogrzebał we własnych wnętrznościach i odszukał serce, które o dziwo, posiadał - Mamy dla was cudowną wiadomość, którą przez pewien czas trzymaliśmy tylko dla siebie. Jak wiecie, Arina sporo przeszła, miała poważny wypadek, jednak udało jej się wygrać kolejną walkę i jest z nami - Vito przytula żonę do siebie, a jej spojrzenie mówi to, czego nie muszą mówić słowa. Zazdroszczę im tej miłości, mimo tego, przez co musiała przejść na początku - Więc... spodziewamy się dziecka. To dziewiąty tydzień - po tych słowach Constanza zrywa się z fotela, a w jej ślad idzie Gabrielle, a ja stoję jak sparaliżowana. Obie wyszłyśmy za mąż praktycznie w tym samym czasie, różnica to zaledwie cztery miesiące, a ja nadal nie dałam swojemu mężowi dziecka, którego tak pragnął.
- Widzisz to? - Ottavio mówi cicho, puszczając moją dłoń - Ciężko patrzeć na marzenia, które spełniają się innym - gwałtownie przekręcam głowę, jednak mój mąż nie obdarza mnie spojrzeniem. Podchodzi do brata, przykleja na twarz uśmiech i gratuluje mu, chociaż jego serce krwawi. Jestem do bani.







niedziela, 28 kwietnia 2019

Rozdział pierwszy

Alessia POV:
Wygładzam materiał pięknej, długiej białej sukienki i przyglądam się sobie w lustrze. Widzę w nim kogoś zupełnie innego niż widziałam jeszcze rok temu. Pokładałam nadzieję w małżeństwie, do którego zostałam przymuszona, bo skoro Arinie się udało, dlaczego miałoby nie udać się mnie? Cóż, rzeczywistość okazała się zupełnie inna, tak jak i bracia. To właśnie dzisiaj, siódmego listopada obchodzimy z Ottavio pierwszą rocznicę ślubu, jak i moje dziewiętnaste urodziny. Ten rok był słodko gorzki, z przewagą tego drugiego.
O ile na początku Ottavio był dla mnie dobry i czuły, tak po kilku miesiącach sytuacja diametralnie się zmieniła. Bywał w domu rzadko, a jeszcze rzadziej spędzał ze mną czas. Skupiał uwagę na swoich obowiązkach, czasami nie wracając na noc. Wiele razy zastanawiałam się, w którym momencie nasze małżeństwo tak się spieprzyło, chociaż doskonale wiedziałam, że to była moja wina. Starałam się, byłam dobrą żoną, która zajmowała się domem i była na każde zawołanie męża, a mimo to odsunął się ode mnie i traktował jak coś, co jest, ale nie stałoby się nic wielkiego, gdyby tego czegoś zabrakło. Cierpiałam w samotności, zamknięta w naszej sypialni i nie pokazująca, że cokolwiek jest nie tak. Nie mogłam wyżalić się Gabrielle, która była moją przyjaciółką, ponieważ jednocześnie była siostrą Ottavio. Czułam, że lojalność wobec brata zmusiłaby ją, aby wyjawić każdy szczegół naszej rozmowy. Nie mogłam porozmawiać również z Ariną, która straciła pamięć i nie miała pojęcia, w jakim świecie żyła. Była bardzo wrażliwa i gdyby tylko wiedziała, jak traktuje mnie Ottavio, wyszłaby z siebie i urządziłaby awanturę. Vito pewnie przymknąłby na to oko, ale mój mąż wpadłby w szał. Jak wtedy, kiedy zapytałam go, czy ma kochankę. Chyba nigdy wcześniej nie widziałam, aby był tak wściekły. To był pierwszy raz, kiedy podniósł na mnie rękę i zakazał wygadywać bzdur. Nigdy więcej nie odważyłam się powiedzieć nic podobnego, choć w sercu czułam, że wcale się nie myliłam. Pogodziłam się z myślą, że moje małżeństwo spisane jest na straty, że nic dobrego już tego nie będzie i skupiłam się na studiach. Arina walczyła z Vito, aby móc się uczyć, ale on nigdy jej na to nie pozwolił. Chociaż w tym jednym Ottavio poszedł mi na rękę. Dzięki temu miałam zajęcie i nie zadręczałam się wciąż od nowa, jaką beznadziejną jestem żoną. 

Kiedy zakładam długi kolczyk, do pokoju wchodzi Ottavio. Wygląda obłędnie w dopasowanym, czarnym garniturze i muszce. Może i był skurwielem, ale urody nie można było mu odmówić. Przeważał mnie wzrostem o dobre dwadzieścia centymetrów. Jego włosy były niemal czarne, tak samo, jak oczy i był niesamowicie podobny do swoich braci. Wszyscy byli cholernie pewni siebie, męscy, a władza biła od nich na kilometr. Moje koleżanki na uczelni były zachwycone Ottavio, zazdrościły mi i wciąż trajkotały, jak wielką jestem szczęściarą. Pewnie sama bym sobie zazdrościła, gdyby mnie kochał i zależałoby mu na naszym małżeństwie. Niestety to był tylko interes, o miłości nie było nawet mowy. Smutne, ale prawdziwe.
- Pięknie wyglądasz - staje za mną, a dłonie układa na moich ramionach. Próbuję się uśmiechnąć, ale wychodzi z tego grymas. Chyba już nie potrafię udawać, że wszystko jest w porządku - Na dole czeka na nas rodzina, Alessio, jak i przyjaciele. Chcę widzieć na twojej twarzy uśmiech i zadowolenie. Zrozumiano?
- Oczywiście - szepczę ledwo słyszalnie i przełykam żal, który pali mi przełyk - Dlaczego mi o tym mówisz?
- Ponieważ widzę zmianę w twoim zachowaniu. Ostatnio jesteś przygaszona i smutna. Co się dzieje?
- Nic, a co ma się dziać? - wzruszam ramionami, uwalniam się od jego uścisku i odwracam - Idziemy?
- Tak, oczywiście - burczy pod nosem, wystawia ramię i kiedy tylko je ujmuję, schodzimy na dół. Urodziny zawsze były dla mnie wyjątkowym dniem, który spędzałam z rodzicami oraz moimi koleżankami, ciesząc się ich obecnością. Odkąd ojciec w siedemnaste urodziny oznajmił, że wyjdę za mąż, urodziny to dla mnie trauma. W połączeniu z rocznicą ślubu to niemal katastrofa! - Na Boga, zmień tą posępną minę, Alessio.
- Jesteście! - Gabrielle podchodzi do mnie i wyrywa z objęć męża, aby samej mnie uściskać - Wszystkiego najlepszego, kochana! Tak się cieszę, że jesteś w naszej rodzinie - całuje mnie w policzki, a potem z łezką w oku ociera szminkę z mojej skóry - Jesteś dla mnie jak siostra - och, chciałabym powiedzieć to samo. Chciałabym ufać jej na tyle, aby móc zrzucić z barków ogromny ciężar - Zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję, Gabi, ty na mnie również - ledwo kończę mówić, a przejmuje mnie uśmiechnięta Arina.
- Wiem, że nie miałaś lekko, ale wszystko się ułożyło - mówi mi do ucha, aby nikt nie inny nie słyszał. Wtulam twarz w zagłębienie jej szyi, aby totalnie się nie posypać. Nie mogę tego zrobić, nie teraz, choć moje serce pęka na kawałki - Cieszę się, że tutaj jesteś i że jesteś żoną Ottavio. Widzę, jak on na ciebie patrzy i jak mu na tobie zależy. Kocha cię - och, mój Boże, bardziej mylić się nie mogła. Może wtedy, kiedy był moim narzeczonym, chociaż mnie lubił ale teraz? Pewnie jedyne, co czuł to żal i rozczarowanie.
- T-tak, wiem - odsuwam się i ocieram pojedynczą łzę. Mam ochotę brać nogi za pas i uciekać stąd.


Przyjęcie się rozkręca. O północy rodzice wychodzą, zostawiając "młodzież" samą. Są znajomi Ottavio, jego bracia, współpracownicy oraz kilka moich koleżanek z grupy, które polubiłam. Całe szczęście nie czują się niezręcznie, wręcz przeciwnie, alkohol spełnił swoje zadanie, a koledzy Vito zdążyli je okrążyć. Nie podoba mi się to i dopiero teraz dociera do mnie myśl, jak wielki popełniłam błąd, zapraszając  je. To ryzykowne, biorąc pod uwagę fakt, czym zajmują się przebywający tutaj mężczyźni. Nie chcę, aby moje koleżanki wplątały się w jakieś gówno, z którego ciężko będzie się wygrzebać, dlatego muszę coś zrobić.
- Dziewczyny - podchodzę do nich i odciągam od facetów - Dziękuję, że zechciałyście wpaść na przyjęcie, ale już czas na was - wszystkie marszczą brwi, patrząc po sobie w zaskoczeniu. Wiem, że zachowuję się
jak suka, ale robię to dla ich dobra, chociaż o tym nie wiedzą - Henry odwiezie was do domu, chodźcie - wskazuję dłonią na korytarz, Gemma odkłada kieliszek, a reszta dziewczyn idzie w jej ślady. Dzięki Bogu!
- Hej, dokąd się wybieracie? - Nino, jeden z przyjaciół Vito podchodzi do nas i obejmuje ramieniem Emmę.
- Cóż, wychodzimy, ponieważ Alessia postanowiła nas wyprosić - szlag by to! Przecież nie tak miało być!
- Och, nie ładnie! Dlaczego chcesz je wyprosić, Ali? Jest dopiero północ, daj się dziewczynom zabawić.
- To moje przyjęcie i ja o nim decyduję, Nino. Dlatego proszę, żebyś się nie wtrącał. One wychodzą.
- Co się dzieje? - do rozmowy wtrąca się Ottavio, który nagle materializuje się przy moim boku - Alessia?
- Nic wielkiego. Dziewczyny wychodzą, a Nino próbuje mnie zdenerwować. Możesz się nim zająć?
- Oczywiście, tylko nie rozumiem, dlaczego dziewczyny muszą już iść. Czyżby miały rozkaz od rodziców?
- Skąd! - Gemma chichocze, a ja mam ochotę ją udusić! - Żadna z nas nie ma zakazów, Vito. To Alessia nas zaskoczyła, nic z tego nie rozumiemy. No chyba, że jest zazdrosna o Nino - o.mój.Boże! Czy jej odbiło?!
- Zazdrosna? - Ottavio zaciska szczękę, a jego oczy ciemnieją. Wspaniale, dzięki koleżanko! - Bawcie się dziewczyny, zaraz wracamy - puszcza do nich oczko, chwyta mnie za rękę i prowadzi przez korytarz, po czym wchodzi do pierwszego z brzegu pokoju - Co to ma znaczyć, Alessio? Jesteś zazdrosna o Nino?
- Oczywiście, że nie jestem zazdrosna o twojego kolegę! Po prostu chciałam je stąd zabrać, ponieważ popełniłam błąd, zapraszając je. To nie jest towarzystwo dla osób, które nie pochodzą z tego... grona.
- Mówisz poważnie? Przecież to są moi przyjaciele, których znam od dzieciaka. Boisz się, że je skrzywdzą?
- Szczerze? Tak, boję się tego - mówię pewnie, a Ottavio przechyla głowę i patrzy na mnie dziwnie - Są pijani, a wtedy wszystko może się zdarzyć. Nie chcę, żeby cierpiały, żeby wiedziały, kto je właśnie otacza.
- Wcale nie muszą o tym wiedzieć. Nikt nie robi nic, żeby się zdradzić. Zachowują się dobrze, a to, że je podrywają to nic złego, tacy już są. Wyluzuj się, napij i baw się. To twoje urodziny oraz nasza rocznica.
- Dzień jak co dzień, Ottavio. Nie ma czego świętować. Dzisiaj poświęcasz mi uwagę, ale jutro będzie jak zawsze. Wyjdziesz rano, wrócisz w nocy, o ile w ogóle i będziesz traktował mnie jak powietrze. To się nazywa wspaniałe, udane małżeństwo - dopiero kiedy kończę, zdaję sobie sprawę z tego, że naprawdę powiedziałam to na głos. Mój mąż wygląda jak wyciosany z kamienia, niemal się nie rusza, a jego usta są rozchylone. Och, dlaczego jest zaskoczony? Czyżby nie wiedział o tym, jak wygląda nasze małżeństwo? - Pójdę się położyć, nie mam ochoty na dalsze imprezowanie - dodaję, póki nie opuściła mnie odwaga i wychodzę, nie oglądając się za siebie. Dane jest mi zrobić jedynie kilkanaście kroków, zanim Ottavio miażdży moje ramię palcami i przyciąga do siebie. Cholera, ależ jest wkurzony - Co ty wyprawiasz?
- To ty powinnaś zadać sobie to pytanie - syczy przez zęby, mordując mnie spojrzeniem. Wiele razy był wściekły, ale nigdy nie pochwalał przemocy. Uderzył mnie tylko jeden raz, czyżby przyszedł czas na drugi? - Jakim prawem to powiedziałaś, huh? Doskonale wiesz, że to małżeństwo jest jedynie interesem, ale nie zwalnia cię to z obowiązku bycia moją żoną i zachowywania się z odpowiedni sposób, zrozumiałaś?
- Oczywiście, że tak. Zachowuję się idealnie, Ottavio, a ty doskonale o tym wiesz. Nigdy nie zrobiłam nic, żeby cię rozczarować, zawieść lub zranić, ale ty to co innego. Grasz przed rodziną, że nasze małżeństwo  jest udane, dobre i że być może nawet się kochamy, a kiedy tylko zamykają się za nami drzwi, zmieniasz się. Po co oszukujesz swoich bliskich? Jaki w tym sens? Oboje wiemy, że to tylko farsa, udawanie.
- Możliwe, ale nikt poza nami nie musi o tym wiedzieć. Dlaczego nigdy wcześniej o tym nie wspominałaś?
- Ponieważ za każdym razem mnie uciszałeś. Nie pamiętasz? Nie mam prawa głosu, nie liczę się w tym związku. To ty odgrywasz główną rolę, ja jestem tylko statystką. Przez okres naszego narzeczeństwa byłeś ideałem, dawałeś mi szczęście, a po pięciu miesiącach małżeństwa wszystko szlag trafił. Wciąż masz do mnie żal, prawda? Powiedz mi, Ottavio, chcę to zrozumieć - na samą myśl do oczu napływają mi łzy.
- Nie będziemy rozmawiać na ten temat. Wrócimy do gości i zostaniemy tak długo, aż wyjdą, Alessio. Bez dyskusji - po tych słowach chwyta mnie za rękę i wracamy do salonu. Nie mam pojęcia, jakim cudem udaje mi się przykleić na usta uśmiech i nie dać po sobie poznać, jak bardzo boli odrzucenie.



Ottavio POV:
Od zasrańca ojciec przygotowywał mnie, jak i moich braci do życia, które przyjdzie nam prowadzić. Nie było czasu na zabawę z przyjaciółmi, imprezowanie, robienie głupich rzeczy, popełniania błędów. Ledwo skończyłem trzynaście lat, a ojciec natychmiast przekazał mnie w ręce Ganstano, człowieka, który pracował z nim od samego początku. To właśnie on nauczył mnie wszystkiego, a kiedy rok później rozkazał zabić człowieka, pomyślałem; "woah, to na pewno nic wielkiego". Myliłem się, to było coś wielkiego. Pociągniecie za spust to odpowiedzialność, obciążenie, świadomość, że jedna kula pozbawi kogoś życia.
To brzemię, które dźwiga się do końca swojego życia, od którego nie ma ucieczki. Tego dnia stałem się mężczyzną, a dzieciństwo przepadło. Zmieniłem się i zmieniałem każdego dnia, od kiedy tylko przejął mnie Gastano. Był bezwzględny, nie miał litości, ani nie okazywał łaski, kiedy ktoś błagał o drugą szansę. W naszym świecie nie było drugich szans, jeśli spierdoliłeś raz, spierdolisz i drugi. Czas mijał, a ja razem z Gastano odwalałem czarną robotę, pozbywając się tych, którzy nam zagrażali i którzy zdradzali, a takich było coraz więcej. Mimo tego, iż się bali i wiedzieli, z kim zadarli, popełniali karygodny błąd, odwracając się plecami do mojego ojca, ich szefa. Federico Mancuso był dobrym człowiekiem, bardzo sprawiedliwym i hojnym. Jeśli jego ludzie wykonywali polecenia, byli lojalni i nie kłapali dziobami, przychylał im nieba. Jeśli jednak zdradzali, okradali i mówili zbyt dużo, stawali się wrogami numer jeden, a my wrogów pozbywaliśmy się natychmiast. Jeśli chcieliśmy rządzić i być numerem jeden, musieliśmy mieć mocne zasady, które nie mogły być łamane. Ci, którzy byli mądrzy, stosowali się do nich, dzięki temu mieli godne i dobre życie. Pozostali prędzej czy później wylądują pod ziemią. Tak rządziła się mafia i jeśli ktoś się w niej obracał, musiał zaakceptować zasady. Sam buntowałem się wielokrotnie, ale ojciec szybko sprowadzał mnie do parteru, pokazując, do jakiej rodziny należę. Za dzieciaka nie rozumiałem wielu spraw, nienawidziłem zabijania i przemocy, jednak teraz, w wieku dwudziestu czterech lat, z dumą stałem u boku swego ojca oraz moich braci. Byliśmy silni, byliśmy pieprzoną legendą i tak miało pozostać.
- Ktoś mnie dyma - wypuszczam na jednym wydechu, a spojrzenia moich braci mówią więcej, niż słowa.
Byli moim wsparciem, razem znajdywaliśmy rozwiązanie problemów, dlatego liczę, że tym razem będzie tak samo - Nie mam pojęcia kto to, ale to tylko kwestia czasu. Wczoraj wieczorem ktoś zgarnął transport.
- Chwila, mówisz o transporcie z puszkami ananasów? Tym, w którym miało być dwieście kilo kokainy?
- Dokładnie o tym samym, Domenico. Ktoś mnie wydymał, popełniając ogromny błąd. Zajebię go.
- Zrobisz to, bracie - Vito, najstarszy z nas, wstaje i zapina guziki w marynarce. Odkąd jego żona ma dziury w pamięci, poświęca jej sporo uwagi. Nie dziwię się, skoro jest w niej na zabój zakochany - Zrób dobre rozeznanie, Ottavio. Dowiedz się, kto wiedział o transporcie, kto miał go odebrać. Po nitce do kłębka.
- Ja to wiem, Vito. Sam wszystko nadzorowałem. Wiedział tylko Anselmo, Matteo i Conte. Nikt więcej.
- Więc zawęża się grono podejrzanych, o tyle lepiej. Sprowadź ich natychmiast i zażądaj wyjaśnień.
- Oczywiście, że to zrobię, chociaż wątpię, żeby ktokolwiek z nich się przyznał. To byłoby zbyt proste.
- Wytocz najcięższe działo, jeśli będzie trzeba. Każdy ma słaby punkt, bracie. Wykorzystaj to, nie lituj się.


Godzinę później do salonu wchodzą Matteo i Anselmo. Patrzę na jednego i na drugiego, nie dostrzegając Conte. Skoro po moim telefonie nie raczył się zjawić, mam odpowiedź na niezadane jeszcze pytanie.
- Co się dzieje, szefie? - Matteo denerwuje się, przystępując z nogi na nogę - Chodzi o ten towar, prawda?
- Tak, w tej sprawie tutaj jesteście. Jak wiecie, ktoś zdradził - obaj zamierają, jakby doskonale wiedzieli, że są na moim celowniku. Ufałem im, byli moimi najlepszymi ludźmi, ale nigdy nie można ufać na sto procent. Nawet własnej żonie, choć w moim przypadku to zupełnie inna bajka - Ktoś zgarnął dwieście kilogramów kokainy, która przypłynęła dzisiaj w nocy. Transport był bezpieczny, świetnie zorganizowany i nie wiedział o nim nikt, oprócz mnie, was i Conte, którego tutaj nie ma. Co oznacza brak obecności?
- Zdradę - Matteo szepcze ledwo słyszalnie i głośno przełyka ślinę - Naprawdę Conte zdradził? Właśnie on?
- Też mnie to nie pociesza, bardzo mnie zawiódł. Pracuje dla mnie od pięciu lat i proszę, jaką drogę wybrał. Cóż, jego sprawa. Skoro tego chciał, nie pozostawił mi innego wyboru, jak pociągnięcie za spust. 


Jestem zmęczony i wkurwiony, a to nigdy nie jest dobra mieszanka. Wypijam z Domenico kilka drinków, biorę długi prysznic i myślę, co zrobić z Conte. Swoją nieobecnością pokazał mi, że jest podejrzany, a lekceważąc mnie i zebranie, wystawił mi środkowy palec, a takiego zachowania mu nie podaruję.
- Ottavio? - mój prysznic przerywa Alessia. Przekręcam głowę i wpatruję się w jej idealne ciało odziane w szarą, satynową koszulkę. Nie pamiętam, kiedy pieprzyłem ją ostatnio, a ten widok pobudza mojego fiuta. Moja żona to piękna kobieta - Twój telefon nie przestaje dzwonić - unosi go, dzięki temu widzę na wyświetlaczu znajome imię. Zakręcam kurki, chwytam ręcznik i owijam biodra, po czym odbieram.
- Proszę, proszę, kto zaszczycił mnie telefonem. Nie raczyłeś pojawić się dzisiaj na zebraniu, Conte.
- Wybacz, szefie, miałem pilną sprawę do załatwienia. Wiesz, dwieście kilo czystej kokainy to masa roboty - zaciskam szczękę, a telefon o mały włos nie pęka w mojej dłoni. Niech to szlag, miałem rację. Skurwiel, któremu ufałem, postanowił mnie wyrolować. Po tylu latach! - Wiedz, że to nic osobistego, Ottavio. Nie miałem zamiaru tego robić, jednak okazja była naprawdę kusząca. Obaj wiemy, że tego nie odczujesz.
- Nie odczuję? Wiesz, ile warta jest ta dostawa? Nie masz, kurwa, pojęcia! Za mało zarabiałeś, Conte? Te wszystkie tropikalne wakacje, wspaniały dom, opieka nad twoją rodziną? Naprawdę to dla ciebie za mało?
- Wiesz, jak to mówią; w miarę jedzenia apetyt rośnie, prawda? Doceniam, co dla mnie zrobiłeś, Ottavio. Jesteś bardzo dobrym szefem, ale sam chcę nim być. Niedługo mam zamiar rozkręcić własny biznes.
- Własny biznes?! - wydzieram się, aż stojąca przede mną Alessia podskakuje przestraszona. Nie jestem pewien, jakim cudem jeszcze nad sobą panuję - Zdradziłeś mnie, Conte, dociera to do ciebie?! Niczego nie rozkręcisz, bo jak tylko dorwę cię w swoje ręce, wylądujesz na dnie morza w betonowych butach!
- Dlatego mam zamiar unikać cię jak ognia. Nie martw się, nie będziemy sobie wchodzić w drogę, szefie.
- Pierdol się! Wkurwiłeś mnie, a ufałem ci jak bratu! Ukradłeś coś, co do ciebie nie należało! Rozumiesz?
- Rozumiem. Jestem pewny, że poradzisz sobie bez tej dostawy. Daj spokój, Ottavio, jesteś świetnym gościem, wystarczy jeden telefon i zorganizujesz coś lepszego. Te dwieście kilo to dla ciebie jak dwa.

- Czy ty słyszysz, co mówisz, człowieku? Nie chodzi o ten towar, a to, że zgarnąłeś go, jakbyś miał do tego prawo! Zdradziłeś mnie, stanąłeś po drugiej stronie, odwróciłeś się ode mnie plecami. Doskonale wiesz, co dzieje się z tymi, którzy wywijają taki numer. Okradłeś mnie i za to zapłacisz własnym życiem. Bądź czujny, dopadnę cię - kończę połączenie, rzucam telefon na szafkę i przeczesuję włosy, żeby zająć czymś ręce. Nie wierzę, że do mnie zadzwonił. Nie wierzę, że się przyznał i nie wierzę, że podszedł do tematu tak beztrosko. Czyżby miał nadzieję, że podaruję mu ten wyskok, zapomnę? Ja nigdy nie zapominam!
- Ottavio - Alessia szepcze cicho, a jej palce dotykają mojego ramienia. Odleciałem, totalnie zapominając o jej obecności. Wszystko słyszała, niedobrze - Połóż się, odpocznij. To był długi dzień - marszczę brwi i oblizuję usta, przesuwając wzrokiem po jej ciele. Tak, jestem zestresowany i wściekły, że mój człowiek perfidnie mnie wydymał, a moja żona pomoże mi się wyluzować. Muszę spuścić z siebie ciśnienie.
- Do łóżka - kiwam głową w stronę pokoju, chwytam szczoteczkę i raz dwa myję zęby. Alessia stoi w miejscu, jakby coś ją sparaliżowało i ściska w palcach brzegi koszulki - Czego nie rozumiałaś? - wypluwam pastę, płuczę usta i zrzucam z siebie ręcznik. Och, mój niezawodny wojownik już gotowy - Mam ochotę na moją piękną żonę - uśmiecham się, a Alessia blednie. Dziwi mnie jej reakcja - O co chodzi? Nie chcesz?
- N-nie wiem - schyla głowę, a jej jasne włosy zasłaniają tę uroczą buźkę - Nie pamiętam już, kiedy kochaliśmy się ostatnio - chrząka, odwraca się i wchodzi do pokoju, a ja idę w jej ślady. Gaszę światło w łazience, zamykam drzwi i dołączam do niej, układając się na jej ciele, składając pocałunki na szyi.
- Jakie to ma znaczenie, hmm? Ważne jest tu i teraz to, że cię pragnę - zsuwam ramiączka, a cudowne cycki patrzą wprost na mnie. Pieszczę najpierw jeden sutek, potem przechodzę na drugi, a dłoń umieszczam między udami mojej żony. Nasz związek nie był kolorowy, ani nie opierał się na miłości, jednak tak musiało być. Interes był na pierwszym miejscu, nasi ojcowi pracowali razem, a my nie mogliśmy tego zepsuć. Może i nie starałem się być dobrym mężem, zaniedbywałem ją i nie spędzałem z nią czasu, mimo to musiała zaakceptować taki stan rzeczy. To, co dzisiaj powiedziała było prawdziwe i trochę mnie zabolało. Patrząc mi prosto w oczy wyznała, że jestem chujowym mężem. To nic przyjemnego, nawet jak na małżeństwo dla interesu - Jesteś piękna, Alessio - uśmiecham się chytrze, pozbywam jej koszulki i odchylam, aby uważnie jej się przyjrzeć. Tak, zdecydowanie była apetycznym kąskiem. Szczupła, ale nie chuda. Wysportowana, ponieważ uwielbiała biegać i grała w siatkówkę. Jej tyłek wyglądał jak brzoskwinka, w którą chciałem się wgryźć, a płaski brzuch zachęcał do składania na nim pocałunków. Trafiła mi się piękna sztuka, jaka szkoda, że połączyła nas przysięga. Lubię wyzwania, niestety Alessia nim dla mnie nie była. Podali mi ją po prostu na tacy - Pamiętaj, że należysz tylko do mnie, kochanie - obejmuję palcami jej gardło, nie ściskając, nie wyrządzając jej żadnej krzywdy, ale podkreślając tym moje słowa - Nigdy nie odwracaj się ode mnie, jak zrobił to Conte, inaczej podzielisz jego los. Nie chciałbym robić ci krzywdy, dlatego uważaj na to, co robisz i z kim się zadajesz. Jasne? - przytakuje, patrząc na mnie z przerażeniem, a w jej oczach lśnią łzy. Chyba mnie poniosło - Nie bój się - opadam na nią ponownie, odgarniam włosy na bok i pieszczę kciukiem policzek. Zamyka oczy, a pojedyncza łza spływa w dół. Bywałem sukinsynem, którego ponosiły nerwy i nie potrafiłem nad sobą zapanować. Właśnie wszedłem w jego buty - Nie skrzywdzę cię, jesteś moją żoną, Alessio. Po prostu nie chcę, żebyś mnie zawiodła. To byłby cios.
- Nie zawiodę cię - chrypi, przełykając ślinę i uchyla powieki - Nigdy nie zrobię nic przeciwko tobie.

- Moja dziewczynka - pochylam się, łączę nasze usta i wślizguję się w jej ciepłe ciało. Delektuję się tym cudownym uczuciem, odpycham od siebie problemy, nadchodzącą wojnę, interesy i skupiam uwagę na kobiecie, która leży pode mną - Chryste, jesteś taka fajna w środku, kochanie. Musisz dać mi dziecko, Alessio. I to jak najszybciej - wpycham się w nią, jednak po moich słowach jej ciało sztywnieje, a palce wbijają się w moje ramiona. Patrzę w te ciemne oczy i widzę w nich żal.






środa, 24 kwietnia 2019

Prolog

Urodziłam się siódmego listopada w rodzinie Falcone. Byłam jedynym dzieckiem moich rodziców, pod których czujnym okiem dorastałam. Wymagali ode mnie odpowiedniego zachowania, a ja starałam się
ich nie zawieść. Miałam świadomość, czym zajmuje się mój ojciec i jak bardzo było to niebezpieczne
oraz ryzykowne. Matka ostrzegała mnie, żebym nie wywijała numerów, których mogłabym pożałować,
więc szybko nauczyłam się, aby nie pakować tyłka w kłopoty. Byłam wzorową uczennicą, grzeczną córeczką tatusia oraz jego dumą. Nigdy się buntowałam, nie sprzeciwiałam, nie pyskowałam i nie lekceważyłam  wydanych mi poleceń, dzięki temu wiodłam spokojne życie pod kloszem. Ojciec ustalił surowe zasady, dlatego nie byłam na tyle odważna, żeby kiedykolwiek je złamać. To mnie chroniło, bo dzięki temu ojciec był dla mnie dobry i miałam ciut więcej swobody, niż wtedy, kiedy moje zachowanie go rozczarowywało i zabraniał mi wyjść do kina, bądź na spotkanie z koleżankami. Pamiętam, jak kiedyś zapomniałam włożyć naczyń do zmywarki, a ojciec odciął mi internet. To nie tak, że nie mieliśmy gosposi, bo mieliśmy, ale według moich rodziców moim obowiązkiem było dbanie o dom, abym w przyszłości tak samo zadbała o swojego męża. Byłam wtedy naiwną nastolatką, w głowie miałam zabawę w domku na drzewie, a nie sprzątanie i myślenie o małżeństwie. Rodzice bardzo mnie kochali, ale miłość nie zwalniała mnie z przestrzegania zasad. Dlatego byłam słaba, wycofana i strachliwa, czego szczerze w sobie nienawidziłam. Wystarczyło, żeby ojciec podniósł głos, a mnie już przechodził zimny dreszcz. Był kochanym człowiekiem, ale kiedy wpadał w gniew, lepiej było zejść mu z drogi. 


W moje siedemnaste urodziny rodzice wyprawili mi cudowne przyjęcie, czym byłam bardzo zaskoczona. Cóż, to nie była osiemnastka, co wiązało się z osiągnięciem pełnoletności, ale rodzice i tak zaprosili ogromną ilość gości, a ja dostałam wymarzone prezenty. Pamiętam, jak bardzo byłam wtedy szczęśliwa i tak beztroska, kompletnie nie spodziewając się nadchodzącego ciosu. W tym samym dniu, w którym na oczach rodziców wypiłam lampkę szampana i jednego, słabego drinka, w dniu, w którym uśmiech nie schodził mi z twarzy, a przyszłość wydawała się niesamowita, moi rodzice posadzili mnie na kanapie w salonie i wypowiedzieli słowa, które zniszczyły ten dzień doszczętnie. Siedziałam tam, patrzyłam im w oczy, ale czułam, że duszą jestem daleko, daleko od rodzinnego domu, byle tylko nie dopuszczać do siebie myśli, że moja niesamowita przyszłość właśnie pękła niczym mydlana bańka. Na coś takiego nie byłam gotowa, a ta wiadomość zabolała niczym kula prosto w serce. Ojciec tonem nieznoszącym sprzeciwu i surowym, oświadczył, że w dniu moich osiemnastych urodzin wyjdę za mąż. To wtedy zrozumiałam, że ta piękna impreza miała być moim pożegnaniem. Za rok w tym samym dniu stanę na ślubnym kobiercu, zmuszona złożyć przysięgę mężczyźnie, którego nie będę kochała. 

Na początku pojawiał się złość, a raczej gniew. Moje dłonie same zwinęły się w pięści, a serce obijało 
się o żebra, niemal sprawiając ból. Pragnęłam po raz pierwszy w życiu sprzeciwić się, wykrzyczeć, że za nic w świecie tego nie zrobię, mimo to siedziałam cicho, w środku rozpadając się na tysiące maleńkich kawałeczków. Wiedziałam, że rodzice to bezwzględni ludzie, którzy wiele razy nie cofnęli się przed niczym, żeby tylko osiągnąć cel, ale aranżowane małżeństwo? Nigdy wcześniej o tym nie myślałam, jednak siedząc tam, zastanawiałam się, czy praktykuje się to w dwudziestym pierwszym wieku. Bo niby jak żyć z obcym człowiekiem, kompletnie go nie znając? Jak pozwolić mu na dotyk bądź seks, skoro w sercu nie będzie żadnych uczuć? Kiedy niepewnie zapytałam o to ojca, odpowiedział twardo i poważnie:
- Córeczko, to małżeństwo to wspaniały interes, a ja wiele zyskam, łącząc nasze rodziny. Rozumiem, że to dla ciebie zaskoczenie, ale w tym świecie, w którym przyszło nam żyć, to nic nadzwyczajnego. Bossowie oddają swoje córki, aby interes nadal się kręcił. Ostrzegam cię, nie waż się przynieść mi wstydu.

I to tyle, nic więcej nie dodał. Przez kilka kolejnych miesięcy próbowałam podjąć temat, ale rodzice uciszali mnie i mówili, że sprawa jest już przesądzona. Nie pozostało nic innego, jak czekać na dzień własnego ślubu, którego tak bardzo nie chciałam. Bałam się, że mój przyszły mąż okaże się obrzydliwym staruszkiem, z piwnym brzuchem, siwizną i śmierdzący potem. Na samą myśl robiło mi się słabo.


Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Pewnego dnia poznałam mężczyznę, któremu miałam powiedzieć "tak", a jego widok kompletnie mnie zaskoczył. Odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam wysokiego, przystojnego faceta, który patrzył na mnie z ciekawością. Ucałował wierzch mojej dłoni, a potem spojrzał mi głęboko w oczy, jakby z samego spojrzenia próbował wyczytać moje myśli. Sądziłam, że nie będzie tak źle, skoro jest całkiem ładniutki i sympatyczny. Spędzałam z Ottavio sporo czasu, ale nigdy, przenigdy nie dotknął mnie tak, jak nie powinien. Doskonale wiedział, że musiał poczekać na noc poślubną i wtedy odebrać mi cnotę. Poprzestał na trzymaniu mnie za rękę oraz na pocałunkach, które skradał mi, kiedy miał na to ochotę. Jedynie w klubie, kiedy wychowaliśmy z jego znajomymi, zmieniał się i robił odważniejszy. Wiele razy czułam jego dłoń na moim udzie, kobiecości, piersiach. Bałam się, że posunie się dalej, jednak jakimś cudem tego nie zrobił, a ja byłam wdzięczna, że mimo procentów krążących w jego żyłach, potrafił się kontrolować. Wówczas miał dwadzieścia dwa lata, nie wypadało robić z siebie napalonego nastolatka.

Tak zleciał rok i kiedy ledwo skończyłam szkołę, rozpoczęły się przygotowania do ślubu. Wszystko musiało lśnić, kosztować majątek i uświadamiać, do jakiej rodziny wchodzę. Ottavio Mancuso był synem sławnego Federico Mancuso, bossa Cosa Nostry. Jego nazwisko budziło ogromny szacunek, jak i podziw. Nikt nie ośmielił się z nim zadzierać, inaczej kończył na dnie morza w betonowych bucikach. Kiedy się o tym dowiedziałam, musiałam podeprzeć się ściany, bo szok niemal ściął mnie z nóg. Skoro Federico rządził tak ostro, to oczywiste, że jego synowie robili dokładnie to samo. Kiedy pierwszy raz przekroczyłam próg ich ogromnej rezydencji, mój żołądek wywinął się na drugą stronę. Dom był piękny, podzielony na cztery segmenty, tak, aby rodzina była blisko siebie, ale nie wchodziła sobie w drogę. Jedną część zajmowali rodzice Ottavio, Federico i Constanza. Drugą jego brat Domenico, który wciąż był singlem. Ten stan rzeczy bardzo go cieszył i wciąż powtarzał, że jeszcze przez długi czas nie zamierzał się żenić. Trzecią część zajmowała Gabrielle - ich ukochana siostrzyczka. Polubiłam ją, bo była szalona, rozgadana i wciąż imprezowała. Była oczkiem w głowie Federico, dlatego pozwalał jej na więcej, niż powinien. Ostatnią, czwartą część zajmował Vito, prawa ręka jego ojca, do którego zaledwie cztery miesiące przed moim ślubem dołączyła Arina - jego żona. Uwielbiałam tę drobną, uroczą blondynkę, a to, że podzielałyśmy ten sam los, zbliżył nas do siebie jeszcze bardziej. Arina również nie miała lekkiego życia, chociaż ona w przeciwieństwie do mnie, walczyła jak lwica. Sprzeciwiała się ojcu, buntowała, uciekała i drapała nawet wtedy, kiedy przyleciała do Włoch, aby dzielić życie z Vito. Ileż nasłuchałam się o jej karygodnym zachowaniu! Ottavio psioczył, że Vito ma przy niej ręce pełne roboty, a ta mała wariatka nie przestaje. Mimo gadki Ottavio podziwiałam ją. Biedna Arina co rusz ponosiła kary, cierpiała, parła do przodu i nie pokazywała, jak bardzo życie ją łamało. Nie miała lekko, a pocieszała mnie i dodawała odwagi, jakby sama nie przechodziła przez gówno. Zasługiwała na wszystko, co najlepsze, ponieważ była posiadaczką cudownego, dobrego serca i gdyby Vito traktował ją tak, jak powinien, miałby niesamowitą żonę u swego boku. Nie doceniał jej siły, tłamsił i pokazywał, gdzie jej miejsce... do czasu. Kiedy Arinę porwał Sasha Malkov i urządził spektakl na miarę Oscara, Vito całkowicie się zmienił. Oczywiście w interesach  nadal był surowy, twardy i bezwzględny, ale Arinę traktował jak księżniczkę. Opiekował się nią, troszczył, wspierał i chuchał, aby była szczęśliwa. Sasha Malkov wyrządził jej okrutną krzywdę, rozkazując obciąć palec, zgwałcić i sam poharatał jej plecy, a blizny zakrywał obłędny tatuaż skrzydeł. Arina tortury prawie przypłaciła życiem, ale walczyła nawet wtedy i doszła do siebie. Niestety zapłaciła za to ogromną cenę; straciła pamięć. Na szczęście nie całkowitą, ale nie pamiętała swojej przeszłości oraz tego, co przeżyła. Wiedziała, kim byliśmy, ale nie miała pojęcia, czym zajmował się jej mąż oraz szwagrowie. Dlatego Vito otoczył ją murem, aby nigdy się tego nie dowiedziała, chyba że wróciłaby jej pamięć. Nie zamierzał burzyć jej spokoju, wyjawiając bolesną prawdę, a Arina wydawała się szczęśliwa i radosna. Tak było dla niej po prostu lepiej. Dzielna, niezniszczalna wojowniczka.

Niestety ja taka dzielna nie byłam, a życie w małżeństwie mnie przerastało. Ottavio nie był taki jak Vito. Mimo tego, iż jego brat był okrutnym człowiekiem, dla swojej żony przychyliłby nieba. Właściwie byłam jedynie jego ozdobą, kimś, kto miał dumnie stać u jego boku i reprezentować rodzinę Mancuso. Byłam też jego osobistą cipką, którą mógł pieprzyć na zawołanie, a moim obowiązkiem było rozłożenie nóg i brak sprzeciwu. Czasami leżałam bezwładnie, gapiąc się w sufit i modląc, żeby był na tyle zmęczony, aby szybko skończył. Po wszystkim obrzucał mnie obojętnym spojrzeniem, brał prysznic i szedł spać, a ja przekręcałam się na bok i szlochałam cicho, użalając się nad własnym życiem. Nienawidziłam go, ponieważ nie było w nim grama ciepła, a jedynymi osobami, które raczył dobrocią, była jego rodzina. Uwielbiał Gabrielle, swoją siostrzyczkę oraz matkę, którą niemal czcił. Co dziwne, nawet Arinę traktował lepiej ode mnie, a to był kurewsko bolesny cios. Wiele razy zastanawiałam się, co zrobiłam nie tak, gdzie popełniłam błąd, jednak nie potrafiłam znaleźć winy po swojej stronie. Po roku oczekiwania pogodziłam się z myślą, że wyjdę za mąż tak wcześnie. Czekałam na to, brałam udział w przygotowaniach, razem z Gabrielle wybierałyśmy dla mnie suknię, więc co poszło nie tak? Dlaczego Ottavio traktował mnie jak... rzecz?